Uważam, że ludzie mniej by się przejmowali tym, co inni powiedzą na ich temat, gdyby wiedzieli, jak RZADKO inni nas oceniają… Być może zdarzyła Ci się kiedyś sytuacja, w której miałaś/eś poczucie, że „Zrobiłam/em z siebie idiotkę/tę!”. Ale wiesz co? Z moich doświadczeń w pracy jeden na jeden ze sportowcami, biznesmenami i osobami na zakrętach życiowych wynika, że istnieją bardzo dobre metody na to, żeby mniej się przejmować tym, co ludzie powiedzą.

2 z nich poniżej:

1.Nie oczekuj, że wszyscy będą Cię lubić.
Sam nie wszystkich lubisz, prawda? Więc nie oczekuj, że wszyscy będą lubić Ciebie! Ja mam paru polityków, którzy mnie drażnią (nie zdradzę, którzy to), mam wielu aktorów, których średnio lubię i nawet mam paru takich Klientów, których wolałbym nie mieć. Tak! Niektórych ludzi nie lubię.

I wiedząc to, wiem też, że podobnie to działa w moją stronę. Dla Ciebie może moje książki są warte refleksji, ale dla ludzi z grupy „Zdelegalizować rozwój osobisty” jestem pewnie niewykształconym debilem, który wciska ludziom kit. No dobra! Oni mnie nie lubią, po prostu. Będą mnie hejtować bez względu na to, czy udowodnię, że moja praca dla wielu ludzi ma sens, czy też nie. Więc… rozsądniej jest mi to olać, niż się tym smucić. Tak już jest. Ty też nie spodobasz się wszystkim (niestety). Więc nie próbuj. W końcu też niektórych nie lubisz, prawda?

2.Usuwaj lub przestań obserwować aktywność ludzi, którzy psują Ci energię w social media.

Mam w znajomych na Facebooku osoby, które piszą wiele agresywnych, ksenofobicznych i wkurzających mnie treści. To znaczy… miałem. Zauważyłem, że od kiedy przestałem ich obserwować (jednym kliknięciem możesz to zrobić z kimkolwiek), Facebook „zjada” mi mniej energii. Kiedyś tylko 50% postów na mojej tablicy było dla mnie fajnych i rozwijających. Reszta mnie wręcz wkurzała. Teraz, wskutek usuwania lub ograniczania dostępu do mojej świadomości ludzi z innej planety niż ja sam, mam na tablicy 90% pozytywnych rzeczy. Napisałem kiedyś taki tekst popularnonaukowy, że jakaś informacja staje się składnikiem naszego myślenia dopiero wtedy, kiedy dotrze do naszych receptorów zmysłowych. Ergo – jeśli nie dotrze, to nie wywołuje emocji! Blokuję gniewnych ludzi, wywalam politykę z Facebooka (bo nie lubię) i nie czytam newsletterów i spamów akwizytorów, a tym samym, na swojej diecie nisko informacyjnej czuję się mniej „przejedzony” i bez wzdęć. Nie mówiąc już o tym, że nie zwracam uwagi na to, co ci ludzie chcieliby powiedzieć na mój temat (no dobra, czasem zdarza mi się zwracać, ale staram się to zdrowo reglamentować).