Dziś mija mi dokładnie 6 lat od kiedy nie piję żadnego alkoholu. Dokładnie 6 lat temu, będąc w górach na refleksyjnym odosobnieniu, z butelką Ballantinesa na biurku, podjąłem decyzję: „nie piję”. Ci, którzy mnie znają od lat i pamiętają uwiecznioną na tym zdjęciu „imprezę w szklarni” wiedzą, że to nie było takie proste. Lubiłem poimprezować, lubiłem poszaleć i lubiłem się napić. Dziś dalej lubię czasem poimprezować (choć już rzadziej), dalej lubię poszaleć (szczególnie na sali szkoleniowej), picie nie jest mi już jednak do niczego potrzebne:)

Kilka rzeczy, które zrozumiałem przez te 6 lat trzeźwości:
– Łatwiej nawiązać bliskie, szczere i głębokie relacje z innymi osobami, gdy emocje nie są podrasowane kilkoma szklankami whisky i gdy pamięta się, co się mówiło i robiło i jeszcze w dodatku ma się świadomość tego, co się dzieje w relacji.
– Lepiej się wygląda na trzeźwo – alkohol psuje cerę, zatrzymuje wodę w organizmie, osłabia siły życiowe i przyczynie się do procesów starzenia. Wiele osób mówi mi, że teraz wyglądam lepiej niż 10 lat temu, a niektórzy twierdzą nawet, że młodziej (choć w to akurat trudno mi uwierzyć).
– Powstrzymywanie się od picia alkoholu podnosi pewność siebie i wiarę we własne możliwości – tym bardziej jeśli kiedyś nie wyobrażałem sobie imprezy bez piwa czy wiśniówki. Wiedząc, że mogę powstrzymać się od picia, czuję, że mogę się powstrzymać od czego tylko zechcę. To daje siłę!
– Życie na trzeźwo jest „pełniejsze”: lepiej się pracuje, ma się lepszy seks, bardziej się siebie szanuje i odnajduje się w otoczeniu na tyle dużo fantastycznych emocji, że „kolorowanie” świata jakąkolwiek substancją chemiczną nie ma już najmniejszego sensu…

Jestem ostatnim, który by tu kogoś moralizował czy pouczał. Jeśli pijesz – widocznie taka jest Twoja droga na teraz. Nic mi do tego. Z pokorą jednak i dystansem stawiam się w roli przykładu, że można przestać. Nawet jeśli kiedyś wydawało się to niemożliwe. Nie będę tu nikomu mydlił oczu: piłem sporo. W pewnym sensie mogę powiedzieć, że statystykę na całe życie zrobiłem już pewnie na studiach. Potem pojawił się trening mentalny i okazało się, że jestem w stanie sam decydować o tym, czego chcę, a czego nie chcę i żadna substancja z zewnątrz nie ma nade mną władzy. Zachęcam żeby to przemyśleć i jestem, jeśli komuś ta inspiracja jest szczególnie potrzebna…