Miałem taki okres w swoim życiu – jakkolwiek może to być trudne do uwierzenia, biorąc pod uwagę moje płomienne wystąpienia sceniczne – że dużo użalałem się nad sobą. Że nie miałem wsparcia, że nie czułem się bezpiecznie jako dziecko w domu, że ojciec to i tamto, że tak mi ciężko i źle. Bla, bla bla!!!

Dopiero po kilku latach zorientowałem się, że całe to narzekanie to utrata energii. Narzekając, poświęcam na to czas. Narzekając, poświęcam na to myśli. Narzekając, poświęcam na to swoją kreatywność, żeby wymyślić najsmutniejsze scenariusze. I wiecie co? Ch%&*a to da!

Teraz wiem, że marzenia się nie speniają (a już na pewno nie od narzekania). Marzenia się za to SPEŁNIA! I wiem, że jak chcę zmiany, to… ROBIĘ ZMIANĘ! Nie mówię o tym, nie użalam się, nie liczę na wróżbę z chińskiego k#$%a ciastka. DZIAŁAM! Taka jest moja filozofia „miejskiego mistrza zen” (jak nazwał mnie mnich buddyjski, z którym pracowałem w Azji).

I teraz na to wszystko trafia Klientka i zaczyna: „tak mi źle”, „tak ciężko” itd. Ok, wiem jak to jest więc podchodzę spokojnie: żeby się wzięła w garść, zrobiła plan, ustaliła wartości i cele. A ona na to, że nie potrafi, że nie umie, że nie ma czasu. Okeeeej, trzymam się. Piszę, że nikt nie rodzi się zwycięzcą, że to jest praca pomimo lęku, że każdego z nas czasem dopada zniechęcenie. Ale ona swoje: „ja mam pecha”, „wiatr mi w oczy”, „katastrofa” (Jakub, oddychaj spokojnie – mówię do siebie w myślach). Próbuję więc inaczej: czy cokolwiek w życiu zrobiła dobrze (a pytam o to między innymi dlatego, że na jednym ze zdjęć na Face jest uśmiechnięta na szczycie ośnieżonej góry, wygląda na to, że wysoko). A ona: „nic mi nie wychodzi”, „jestem ofiarą losu” i swoje.

I w tym momencie widzę, że kliknąłem „enter”, a w okienku wiadomości pojawiają się moje słowa: „TY GŁUPIA BABO!”. Myślę sobie: „Bączek – teraz to już chyba przesadziłeś”… Cisza… Po minucie:

– Jakub, strzeliłeś mnie w pysk tą „głu**ą babą”… Ale chyba wiem, o co Ci chodzi – pisze Klientka.
– Wiem też, że chcesz mi pomóc więc wezmę się w garść, ale czy mogę liczyć na Twoje wsparcie? – pyta.

– Nie – odpowiadam – znam za to doskonałego trenera mentalnego dla Ciebie.

– Kogo? – pyta Klientka.

– Kogoś, kto wie, że narzekanie nic nie da. Że każdy ma czasem pod górkę. I kogoś kto rozumie, że owszem – jest czas na smutek i lęk, ale musi też nadejść czas na walkę o siebie i swoje życie.

– Ok, ok, ale kto to jest konkretnie? – dopytuje.

– Mogę napisać brutalnie?

– Tak, wal prosto z mostu.

– Ty, GŁ**IA BABO! Bierz się w garść i żyj!!!

Koniec aktu pierwszego…

Po 4-ech dniach Klientka pisze:

– Kuba, dziękuję. Właśnie dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do firmy, którą podziwiam i szanuję.
Acha, i 3 dni temu zadzwoniłam do matki…

(więcej szczegółów nie zdradzę, powyższe publikuję tu za zgodą Klientki w lekko uproszczonej formie)

Kończąc: nie prowokuj Bączka w drodze po własne marzenia, ok?