Prawdziwe sukcesy często przechodzą niezauważone

Prawdziwe sukcesy często przechodzą niezauważone

Miniony rok kojarzyć mi się będzie z mentalną siłą i sukcesami naszych skoczków narciarskich, lekkoatletów, siatkarzy oraz mundialową niemocą piłkarzy. Muszę jednak przyznać, że specjalne miejsce w mojej pamięci i sercu zajmą drużyny, których próżno szukać na czołówkach gazet i serwisów sportowych. To niesłyszący siatkarze MKSN Mazowsze i niesłyszące piłkarki reprezentacji Polski w futsalu. Dlatego – pozwolicie – że to im poświęcę mój sportowy felieton podsumowujący ten rok.

To był jak zwykle przypadek, choć mówią, że wszystko dzieje się po coś. Na jesieni w internecie trafiliśmy na prośbę o pomoc w osiągnięciu celu i marzeń przez niesłyszących siatkarzy MKSN Mazowsze. Byli mistrzami Polski i po raz drugi chcieli jechać na finały Ligi Mistrzów, tym razem do Stambułu. Rok wcześniej dotarli do półfinału. Okazało się, że sportowa kwalifikacja do tak prestiżowego turnieju nie jest dla nich problemem. Dużo większym – organizacja wyjazdu. Czyli po prostu – pieniądze.

Gdy zaczęliśmy obserwować treningi siatkarzy MKSN Mazowsze okazało się, że to drużyna, która gra jak profesjonaliści, ale na co dzień musi się zmagać z problemami finansowymi. Możliwość przeprowadzenia treningu, stały dostęp do hali, godzenie nauki i pracy ze sportem, zbieranie funduszy to dla nich wyzwania, z którymi muszą mierzyć się codziennie. Mimo to znajdują czas na trening. Ujęli nas optymizmem i wolą osiągnięcia celu, czyli finalizacji wyjazdu na turniej.

Zanim jednak do Stambułu pojechali spełniać marzenia, chcieli się sprawdzić i zdobyć jeszcze jedno trofeum. Mieliśmy ten zaszczyt, że mogliśmy pracować z nimi przed i w trakcie turnieju o Puchar Polski siatkarzy niesłyszących. Finałowe rozgrywki toczyły się w hali łódzkiego Społem, która najlepsze lata ma już – mówiąc delikatnie – za sobą. Choć na trybunach przeważały rodziny i znajomi, w dużej części też niesłyszący, atmosfera była gorąca.

Już wtedy czuliśmy, wraz z moim zespołem trenerów mentalnych, że warto było. MKSN Mazowsze wygrało Puchar Polski. Największą nagrodą, jaką mogliśmy wtedy otrzymać, były słowa: bez was, przegrywając 21:23, nie potrafilibyśmy się podnieść. Z Wami – wygrywamy nawet teoretycznie przegrane sety. Trening mentalny działa, dziękujemy”.

W finałowym turnieju Ligi Mistrzów w Stambule MKSN Mazowsze znów dotarło do półfinału. Tu już sportowe realia były po prostu bezlitosne. Polscy siatkarze przegrali z drużyną, która na co dzień nie musi się martwić o sprawy organizacyjne i ma czas na trening. Po walce zajęli czwarte miejsce, z podniesioną głową, mając świadomość, że zrobili wszystko, co mogli.

By walczyć o najwyższe trofea trzeba mieć głowę wolną od problemów organizacyjnych. Najlepszy przykład to kobieca reprezentacja Polski w futsalu. Mistrzynie Europy z grudnia tego roku. Przez finałowy turniej w Finlandii przeszły jak burza, wygrywając wszystkie mecze. Tylko w trzech meczach grupowych strzeliły 28 bramek tracąc zaledwie 4. W fazie pucharowej wygrały kolejno z Rosją 12:2, Hiszpanią 3:1 i w finale z Niemkami 6:5. Niewiele brakowało, by ten sukces przeszedł w mediach bez echa. Na informacje o złotym medalu trzeba było poczekać. „Niewiele się o tym mówi, a Polki zostały mistrzyniami Europy niesłyszących!” To jeden z pierwszych tytułów, który pojawił się w ogólnopolskich mediach 3 dni po zwycięskim finale.

Mogę zrozumieć, że rozgrywki piłkarek w futsalu mogą gromadzić mniejszą widownię niż mecze polskiej ekstraklasy. Ja jednak widziałem w finałowym turnieju w Finlandii czy podczas finału Ligi Mistrzów w Stambule o wiele większe zaangażowanie i determinację niż w niejednym zespole komercyjnym. Dlatego uważam, że warto mówić i pisać o takich sukcesach. To pozwoli im zebrać fundusze na treningi i wyjazdy, by powalczyć o kolejne sukcesy. My nie przestaniemy kibicować niesłyszącym. Dlatego też zaprosiliśmy niesłyszących siatkarzy MKSN Mazowsze na moje szkolenie pt. „Marzenia się spełnia” w Warszawie. Bo marzenia się spełnia, bez względu na ograniczenia.

Dlaczego napisałem do jednej ze swoich Klientek: „Ty głu**a babo”???

Dlaczego napisałem do jednej ze swoich Klientek: „Ty głu**a babo”???

Miałem taki okres w swoim życiu – jakkolwiek może to być trudne do uwierzenia, biorąc pod uwagę moje płomienne wystąpienia sceniczne – że dużo użalałem się nad sobą. Że nie miałem wsparcia, że nie czułem się bezpiecznie jako dziecko w domu, że ojciec to i tamto, że tak mi ciężko i źle. Bla, bla bla!!!

Dopiero po kilku latach zorientowałem się, że całe to narzekanie to utrata energii. Narzekając, poświęcam na to czas. Narzekając, poświęcam na to myśli. Narzekając, poświęcam na to swoją kreatywność, żeby wymyślić najsmutniejsze scenariusze. I wiecie co? Ch%&*a to da!

Teraz wiem, że marzenia się nie speniają (a już na pewno nie od narzekania). Marzenia się za to SPEŁNIA! I wiem, że jak chcę zmiany, to… ROBIĘ ZMIANĘ! Nie mówię o tym, nie użalam się, nie liczę na wróżbę z chińskiego k#$%a ciastka. DZIAŁAM! Taka jest moja filozofia „miejskiego mistrza zen” (jak nazwał mnie mnich buddyjski, z którym pracowałem w Azji).

I teraz na to wszystko trafia Klientka i zaczyna: „tak mi źle”, „tak ciężko” itd. Ok, wiem jak to jest więc podchodzę spokojnie: żeby się wzięła w garść, zrobiła plan, ustaliła wartości i cele. A ona na to, że nie potrafi, że nie umie, że nie ma czasu. Okeeeej, trzymam się. Piszę, że nikt nie rodzi się zwycięzcą, że to jest praca pomimo lęku, że każdego z nas czasem dopada zniechęcenie. Ale ona swoje: „ja mam pecha”, „wiatr mi w oczy”, „katastrofa” (Jakub, oddychaj spokojnie – mówię do siebie w myślach). Próbuję więc inaczej: czy cokolwiek w życiu zrobiła dobrze (a pytam o to między innymi dlatego, że na jednym ze zdjęć na Face jest uśmiechnięta na szczycie ośnieżonej góry, wygląda na to, że wysoko). A ona: „nic mi nie wychodzi”, „jestem ofiarą losu” i swoje.

I w tym momencie widzę, że kliknąłem „enter”, a w okienku wiadomości pojawiają się moje słowa: „TY GŁUPIA BABO!”. Myślę sobie: „Bączek – teraz to już chyba przesadziłeś”… Cisza… Po minucie:

– Jakub, strzeliłeś mnie w pysk tą „głu**ą babą”… Ale chyba wiem, o co Ci chodzi – pisze Klientka.
– Wiem też, że chcesz mi pomóc więc wezmę się w garść, ale czy mogę liczyć na Twoje wsparcie? – pyta.

– Nie – odpowiadam – znam za to doskonałego trenera mentalnego dla Ciebie.

– Kogo? – pyta Klientka.

– Kogoś, kto wie, że narzekanie nic nie da. Że każdy ma czasem pod górkę. I kogoś kto rozumie, że owszem – jest czas na smutek i lęk, ale musi też nadejść czas na walkę o siebie i swoje życie.

– Ok, ok, ale kto to jest konkretnie? – dopytuje.

– Mogę napisać brutalnie?

– Tak, wal prosto z mostu.

– Ty, GŁ**IA BABO! Bierz się w garść i żyj!!!

Koniec aktu pierwszego…

Po 4-ech dniach Klientka pisze:

– Kuba, dziękuję. Właśnie dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do firmy, którą podziwiam i szanuję.
Acha, i 3 dni temu zadzwoniłam do matki…

(więcej szczegółów nie zdradzę, powyższe publikuję tu za zgodą Klientki w lekko uproszczonej formie)

Kończąc: nie prowokuj Bączka w drodze po własne marzenia, ok?

Jestem szczęśliwy i chcę się z Tobą tym podzielić…

Jestem szczęśliwy i chcę się z Tobą tym podzielić…

Zaczynałem od zera. W Bielsku-Białej. Bez mentorów, dofinansowania, pomocy rodziców, szkoleń i wsparcia. Jedyne co miałem to chęć działania, marzenia i pomysł na biznes.

Najpierw założyłem stronę www za ok. 3 000 zł netto i to był mój cały wkład finansowy w STAGEMAN w 2009 roku. Firma zaczęła zarabiać praktycznie od pierwszego miesiąca a ja poświęcałem jej po 14 godzin dziennie, marząc o podróżach “kiedyś”…

Po współorganizacji “Euro 2012” w Polsce nauczyłem się jak zarabiać siedmiocyfrowe kwoty rocznie. Naszym największym klientem była wtedy UEFA, ale nawet po zakończeniu mistrzostw znalazłem strategię na skalowanie firmy, także za granice.

Pojawiło się jednak wypalenie. Co z tego, że miałem na koncie 300 000 zł oszczędności i już kilka mieszkań i inwestycji, skoro i tak nie miałem kiedy tego wydać. W tamtym okresie życia pracowałem właściwie non stop – ryzykując związek, zdrowie i rodzinę.

Kiedy przyszedł mi pomysł na wolność finansową (czyli jak robiąc mniej, zarabiać więcej, ze stałych pasywnych przychodów?) sam sobie nie wierzyłem, że to jest do osiągnięcia… Połowę roku przy projektach, które sprawiają mi frajdę (i tylko takich)???, a drugą połowę poświęcam na podróże??? “Bączek, Ty chyba oszalałeś” – oprócz licznych krytyków, sam sobie produkowałem takie oto myśli.

A potem przyszło Mistrzostwo Świata w siatkówce, kilka bestsellerów książkowych, kolejne kilkanaście mieszkań pod wynajem i wreszcie pomysł na JBB. Firmę, która będzie podnosić przychody i jakość życia Polaków. Tak odnalazłem swoją najgłębszą pasję życiową i coś w rodzaju misji. Poczułem: “po to jestem, po to się urodziłem”.

Jak jest teraz? Zarządzam 6-ma firmami, ale w większości zdalnie. Przychody z mieszkań pod wynajem są już takie, że właściwie nie musiałbym już do końca życia pracować i utrzymywałbym się z czynszów. Ale mi się ciągle chce! Chcę mi się spotykać z ludźmi! Chcę mi się inspirować do rozwoju. Chcę mi się motywować – choćby takimi postami jak ten!

Równolegle do tego, że kocham to co robię, chcę mi się pogłębiać autentyczne relacje (szczególnie w związku, ale i z otoczeniem) i chcę mi się podróżować. Zawsze mi się chciało, ale teraz mój apetyt wzrósł. To dlatego po spektakularnym “Live Life Now” postanowiłem zrobić aż 4 urlopy w listopadzie (Zanzibar, Andora, Luksemburg, Tajlandia) i w sumie odwiedziłem 10 krajów (!!!).

Mam dla Ciebie jedno przesłanie… Jeśli chcesz być szczęśliwy to… BĄDŹ!

– na własnych warunkach, znajdź to, co kochasz robić
– otwórz się na bliskie i głęboko autentyczne relacje
– znajdź hobby i nie zapominaj o nim, co by się nie działo
– regularnie ładuj baterie, żeby mieć więcej energii
– inspiruj innych ludzi tym co robisz, a energia do Ciebie wróci!

Jestem szczęśliwy! Ale nie chcę tego tylko dla siebie. Chcę szczęścia także dla innych Polaków. Dlatego wrócę i będę inspirował nadal. Jeśli czasem potrzebujesz kopniaka do działania, znajdziesz go na tym fanpage. Jest nas już tutaj prawie 195 000 ludzi! Zaczynaliśmy od jednej osoby – sam sobie polubiłem swój fanpage:)

Wszystko zaczyna się w głowie i jeśli jesteś w stanie coś sobie wymarzyć, to prawdopodobnie możesz to osiągnąć! Jestem z Tobą!

8 zalet bycia mówcą

8 zalet bycia mówcą

1. Realnie pomagasz ludziom – nie potrafię opisać słowami co czuję, kiedy po moim szkoleniu Klient pisze wiadomość i chwali się uratowanym związkiem, wyjściem z długów, założeniem firmy czy nawet urodzinami dziecka choć wszystkie inne metody, łącznie z in-vitro dotychczas nie pomogły. To jest najpiękniejsze w tej pracy.

2. Wolność – jako freelancer pracuję wtedy, kiedy zdecyduję, że chcę wziąć dane zlecenie. Jeśli mam spotkanie z bliskimi, podróż, golfa lub chcę posiedzieć w domu i poczytać, nie biorę zleceń i nikomu się nie tłumaczę. Nie zamieniłbym swojej wolności na nic innego.

3. Poznawanie siebie – bycie mówcą dało mi wiele wglądów w siebie. Zobaczyłem jak wiele potrafię, ile mam w głowie historii i książek. Poznałem granice swojej odwagi, pamięci i wytrzymałości. To że edukuję słuchaczy nie znaczy, że sam nie czerpię dużo z każdego wystąpienia.

4. Poznawanie Ludzi – wspaniałych, inteligentnych, otwartych i kreatywnych ludzi. Moi Klienci są najlepsi na świecie. Jestem z nich dumny i to właśnie dzięki nim mam moc sprawczą. To Wasze zaufanie sprawia, że jestem na scenie. I to jest dla mnie bezcenne. Dziękuję!

5. Bardzo duże zarobki – nie owijajmy w bawełnę… Czasem 1h speecha to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych wynagrodzenia. Oznacza to, że pracując dla wielkiej korporacji jako inspirator i trener mentalny można zarobić w godzinę ekwiwalent rocznych dochodów osób na średniej krajowej.

6. Otwarte drzwi – wiele rzeczy łatwiej “załatwić” kiedy się jest mówcą. Ludzie Cię rozpoznają albo znają kogoś kto może rozwiązać Twój problem. Czasem wystarczy dać post na Facebooku i jak z rękawa zjawia się ktoś lub staje się coś, co zmienia sytuację na lepsze.

7. Wzrastanie wśród autorytetów – wszystkie konferencje i eventy na których występuję mam za darmo:) Oprócz bycie mówcą mogę więc też posłuchać ekspertów i inspirujących ludzi. Część z nich poznaję lepiej i zaprzyjaźnimy się. Gdybym nie był mówcą pewnie nie mógłbym się umówić na kawę z profesorem Ohme, Tomkiem Kammelem czy Jackiem Santorskim – jako mówca mogę z nimi zjeść lunch i pogadać bo często pojawiamy się na tej samej scenie, w tej samej korporacji.

8. Styl życia – to nie jest praca. Nawet jeśli dostaję czasem wpierdziel 12-ma wystąpieniem w tydzień, wierzcie mi – często bawię się równie dobrze jak publika, a może nawet i lepiej:) Podróżuję, zwiedzam, poznaję, doświadczam, wzrastam i jeszcze mi za to płacą. No bajka!

Najlepsze jest to, że nie trzeba skończyć ani jakichś konkretnych studiów, anie nawet nie trzeba czytać o tym książek. Bycie mówcą jest w sercu. Wystarczy kilka taktyk i stosunkowo łatwo można w tej branży zarabiać duże pieniądze. Jeśli Cie to interesuje, dowiedź się jakie jest moje 15 najskuteczniejszych strategii na bycie w czołówce mówców inspiracyjnych. Od mojego wystąpienia na ŻBO w Poznaniu minęły raptem 3 lata. Już po 1 roku miałem pełen kalendarz zamówień. Jeśli ja mogłem zrobić to w tak krótkim czasie, znaczy, że się da!

Jakim trzeba być człowiekiem by hejtować innych?

Jakim trzeba być człowiekiem by hejtować innych?

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby pisać pod czyimś postem, że jest głupi lub kretyński? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby osobę, której się w życiu na oczy nie widziało nazywać grubą świnią, oszustem lub debilem? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby anonimowo oczerniać kogoś za plecami albo rozsyłać do jego znajomych inwektywy nie mając odwagi by powiedzieć coś wprost do adresata? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby uważając się za katolika gardzić innymi ludźmi, tylko dlatego, że są inni lub mają inne poglądy? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wychowując swoje dziecko wieczorami pluć jadem w innych rodziców? Co ma w mózgu hejter? Może myśli, że wie wszystko lepiej i że ma monopol na prawdę? Może myśli że nie będąc nigdy na Twoim szkoleniu rozgryzł Cię i wie, że nie masz wiedzy? A może myśli, że nie rozmawiając z Tobą ani 5 minut ma prawo nazywać Cię pustakiem lub głąbem? Czy hejter myśli, że ma monopol na rację?

Ja tam wolę mieć luz psychiczny niż rację. Wolę spojrzeć sobie w lustro z uśmiechem niż rzygać frustracją na innych. Wolę robić swoje: “psy szczekają a karawana jedzie dalej”. Hejterzy pełni są zazdrości, którą potem racjonalizują sobie na “argumenty” (najczęściej bez pokrycia). Hejterzy to zawistnicy i internetowi masturbatorzy, którzy sami nie osiągnęli nic i wkurza ich to, że Ty osiągasz i jesteś szczęśliwy. Hejterzy to mali i słabi ludzi. Bo pomyśl…

Czy człowiek który ma zdrowy związek, zarabia dobre pieniądze, ma wspaniałych przyjaciół i hobby, realizuje się w sporcie i biznesie – czy taki człowiek hejtuje? Czy komuś prawdziwie szczęśliwemu przyszłoby do głowy, żeby obrażać inne osoby czujące? Czy człowiek dojrzały, poukładany emocjonalnie drwi z innych i obraża? Nie.

Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek Cię hejtował – współczuj takiej osobie. To głęboko nieszczęśliwa postać. Ale nadal rób swoje i czerp siłę od bliskich i ze swojej misji. Nawet jeśli się to komuś nie podoba, bądź w zgodzie ze sobą. Hejt omija tylko tych, którzy nie robią nic… Ty chcesz od życia więcej.