Czasem wystarczy parę pytań i kilka chwil szczerej rozmowy, by wzmocnić w sportowcu pewność siebie. Niby nic, ale gdy tego drobnego elementu zabraknie – zawodnik sypie się niczym posąg z piasku. Niestety, nadal wielu trenerów, przygotowujących drużyny do międzynarodowych mistrzostw, uważa, że takie „banalne rozmowy” są dla mięczaków, że przecież wystarczy odpowiednio wyćwiczyć ciało, by osiągnąć sukces. Ale tak naprawdę, prawdziwa siła sportowca tkwi w jego głowie.

Baczny obserwator z łatwością dostrzeże, że obecnie w międzynarodowych zawodach nie wygrywają zespoły złożone z niezniszczalnych fizycznie superbohaterów. Dziś wygrywają zespoły, którym jeszcze przed samymi zawodami, uda się uzyskać przewagę mentalną nad przeciwnikiem. A taką udaje się osiągnąć tylko poprzez trening mentalny, czyli uświadomienie sobie określonych mechanizmów rządzących naszym umysłem. Nasz mózg jest w pewnym sensie głupi, bo nie odróżnia faktów od spekulacji. Interpretuje rzeczywistość w oparciu o określone schematy, które sami tworzymy.

Kiedyś, przygotowując się do mistrzostw, mieliśmy trening tuż po Brazylijczykach. Ponieważ był to „tylko trening” i nie trzeba było stawiać tam bloku, Brazylijczycy atakowali z potężną siłą – ćwiczyli bez siatki i uderzali bardzo mocno. W pewnym momencie mój zawodnik – wyższy ode mnie o dwie głowy i naprawdę dobrze zbudowany, popatrzył na tych Brazylijczyków i powiedział: „K..a, ale oni skaczą! Ale oni są silni! Ale oni są potężni!”. A ja spojrzałem na niego (a musiałem trochę zadrzeć głowę) i zdałem sobie sprawę z tego, że on tylko interpretuje pewną rzeczywistość, zapomniał natomiast o faktach. Zapomniał o tym, że jest wyższy od nich i pewnie potrafi bić jeszcze mocniej. Jak to możliwe, że o tym nie pamiętał?

Poprzez techniki kontrolowania stresu i przesyłania pozytywnych komunikatów, trening mentalny pomaga ujarzmić energię naszego umysłu. Potrafi stymulować wydzielanie pozytywnych substancji, które mogą zmienić nasze nastawienie w ciągu zaledwie paru chwil.

Moc nadinterpretacji doskonale rozumiał m.in. nieżyjący już Władysław Komar – mistrz olimpijski w pchnięciu kulą. Przychodził na treningi przed igrzyskami, brał kulę, która była identycznej wielkości jak kule olimpijskie, ale ważyła o trzy kilo mniej, i po prostu ciskał nią tak daleko, że inni zawodnicy byli przerażeni i zaczynali postrzegać go jako półboga. Na prawdziwym turnieju nie robił już takiego wrażenia (ciskał wtedy taką samą kulą jak przeciwnicy), ale stres, jaki pojawiał się w głowach jego przeciwników już na samo wspomnienie nadludzkich popisów Polaka na treningach, sprawiał, że osiągnął nad nimi przewagę mentalną. I to wystarczyło.

W okresie przygotowawczym, podczas ciężkich treningów, ciężkiej siłowi, kiedy trudno się skacze, bo wszystko boli i zawodnicy czują, że nie są w dobrej formie, a ich pewność siebie szybuje w dół – często w tym czasie zadaję im proste pytanie:

– Ilu ludzi w tym kraju gra w siatkówkę?
– Pewnie dwa tysiące – pada odpowiedź.
– A ilu ludzi gra w siatkówkę w jakiejś lidze, czyli nie jest już amatorami?
– No pewnie z tysiąc.
– A ilu z nich gra na poziomie pierwszej ligi?
– No, to już tylko dwustu.
– A ilu jest w reprezentacji?
– Dwunastu.
– A ile pojedzie na olimpiadę?
– No powiedzmy, dziesięciu.
– A gdzie Ty jesteś?

W ten sposób pokazuję mu obraz pewnej ścieżki. Przecież nie może być tak, że on jest słaby, bo w takim przypadku, nie byłby w miejscy w którym jest. Zadając pytania aktywizuję jego umysł i pracuję nad tym, by on sam znalazł odpowiedzi.

Rola trenera mentalnego nie polega jednak tylko na wzmocnieniu w zawodniku pewności siebie. Niejednokrotnie przekonałem się o tym, że czasem trzeba kogoś delikatnie wyprowadzić z pozytywnej automistyfikacji.

W 2014 roku, podczas Mistrzostw Świata, przyszło nam zmierzyć się z Kamerunem. Kamerun – był wg rankingu, teoretycznie dużo słabszy od nas. Byliśmy przekonani, że raczej z nim wygramy, bo co to w ogóle jest Kamerun, gdzie to w ogóle leży! Tymczasem Kamerun okazał się pierwszym zespołem, który na tych mistrzostwach urwał nam seta. Absolutnie nie dlatego, że dobrze grali w siatkówkę, bo grali fatalnie, oni urwali nam tego seta głównie dlatego, że my zapomnieliśmy o tym, że z takim słabym przeciwnikiem też trzeba zagrać, a nie uznać, że mecz sam się wygra. I straciliśmy pierwszego seta. To był taki mentalnie zimny prysznic, że skoro nawet Kamerun potrafi nam ugrać seta, co będzie gdy będziemy grali z Rosją, czy Brazylią?

Takie wydarzenia jak to, uświadomiły mi, że istotą treningu mentalnego jest nie tylko to, by wzmacniać potencjał, inspirować, ale też urealniać i ściągać na ziemię, po to, aby się od tej ziemi lepiej odbić i osiągnąć szczyt. To jedyna droga.