Dlaczego do cholery nie uczą tego w szkole???

Pamiętasz pewnie, jak uczyliśmy się w szkole rachunku różniczkowego. Może też pamiętasz czym się różni komórka eukariotyczna od prokariotycznej albo wiesz jaka jest stolica Mołdawii (hm…).

Ciekaw jestem czy uczono Cię w szkole i innych rzeczy?
– jak samodzielnie wypełnić sobie zeznanie PIT?
– jak założyć firmę przez Internet?
– jak poradzić sobie z opinią innych ludzi i hejtem?
– jak budować głębokie i prawdziwe relacje?
– jak udzielić pierwszej pomocy?
czy też
– jak podnieść pewność siebie i autoakceptację?

Coś czuję, że tego nie uczył Cię nikt. Dopóki nie jest za późno, uczymy się tego na szkoleniach, na terapiach, u trenera mentalnego lub niestety żyjemy zgodnie z powiedzeniem “co Cię nie zabije to Cię wzmocni”…

Do jasnej cholery? Czemu zamiast zmarnowanych godzin na bezużyteczną wiedzę nie uczą nas jak cieszyć się z małych rzeczy???

Jestem teraz w Grecji, na wyspie Lefkada. Jedzenie jest tu proste (ser feta, pomidory, oliwki, cebula i sos tzatziki oraz świeży chleb – nic więcej nie trzeba). Ludzie machają Ci tu podczas spaceru czy jazdy na quadzie. Uśmiechają się bezinteresownie i zagadują po grecku. Przyroda nie jest tu jeszcze tak skażona turystyką jak na Krecie czy na Rodos. Mało samochodów, mało dyskotek, mało bazarów i… prostota.

I w tych małych rzeczach właśnie ukryte jest szczęście. Szczęście, którego nauczyłem się dopiero jako dorosły mężczyzna. Szczęście, które było dla mnie zagadką w dzieciństwie. Dziś jestem szczęśliwy, ale to wynik pracy, nie edukacji szkolnej. Dziś głowę mam w chmurach, ale i małe rzeczy zwracają moją uwagę i powodują uśmiech. Przytulenie się do najbliższej osoby, przyjacielski gest nieznajomego, cudowny widok i wiatr we włosach. Nic więcej nie trzeba.

Życzę tego każdemu dziecku – po co czekać na szczęście, skoro przy odrobinie inspiracji mamy je na wyciągnięcie ręki.

Bądźcie szczęśliwi! Ściskam z Lefkady!