Po meczach grupowych i 1/8 finału Mundialu muszę przyznać, że piłka nożna jest piękna. Prawie jak siatkówka. Prawie bo, w kolejnej fazie turnieju zabrakło mi Polaków. Nie wierzę, że naszej drużyny nie było na to stać. Po raz kolejny można powiedzieć, że „pod względem przygotowania mentalnego jesteśmy 100 lat za…” – tu proszę wstawić sobie dowolną drużynę z naszej grupy albo „tradycyjne” nie-dyplomatyczne słowo.

Senegal, Kolumbia, Japonia – tych drużyn nie ma już w turnieju, ale pozostawiły po sobie o niebo lepsze wrażenie niż nasza reprezentacja. Ostatnie minuty meczu Japończyków z Polską tego nie zmienią, bo to oni kontrolowali grę i robili co chcieli. Można narzekać na niesportową postawę, ale oni po prostu chcieli być skuteczni do bólu i mieli przed oczami swój cel – awans do kolejnej rundy. I byli w tym bardzo efektywni. W meczu z faworyzowanymi Belgami zadziwili świat, prowadząc 2:0. Byli o krok od dogrywki, zdecydowała jedna akcja.

Senegalu szkoda – profesjonalna drużyna, mocna mentalnie, zdyscyplinowana w każdym meczu. Do sukcesu i wyjścia z grupy zabrakło jednej bramki. Kolumbia – po wpadce z Japonią szybko doszła do siebie, by w sportowej złości po prostu spuścić Polakom łomot. To co zrobili w końcówce meczu drugiej rundy z Anglikami zasługuje na najwyższy szacunek. Tu także szacunek dla Anglików, którzy wreszcie potrafili sobie poradzić ze swoimi demonami i wygrali w karnych. Pierwszy raz po 28 latach. Do ćwierćfinału ze Szwecją poprowadził ich Harry Kane, prawdziwy lider zespołu, który karne w Rosji wykorzystuje seryjnie.

Japonia w naszej grupie przed turniejem wskazywana była raczej jako dostarczyciel punktów. Słabe mecze towarzyskie przed mistrzostwami, konflikt z trenerem, zmiana szkoleniowca przed samym Mundialem – to na pewno nie pomagało. Ktoś tu jednak czuwał nad organizacją i zdążył z odpowiednimi decyzjami w odpowiednim momencie. Podobnie było z Rosją.  W Sborną nie wierzyli nawet jej kibice i z rezerwą komentowali wyniki meczów towarzyskich przed Mundialem. Jedynym, który nie zwątpił, był  trener Rosjan – Stanisław Czerczesow. I proszę – 8 bramek w dwóch pierwszych meczach i pewny awans. Zimny prysznic i czerwona kartka w meczu z Urugwajem nie zaszkodziły. Wręcz pomogły. Żelazna dyscyplina i konsekwencja w meczu zapewniła Rosjanom remis z Hiszpanią. Chłodna głowa bramkarza i odpowiednie nastawienie strzelców pozwoliły im odprawić faworyta do domu po karnych.

Polska drużyna wracała do domu w doborowym towarzystwie. Razem z Niemcami. Zaraz po nich w powrotną podróż ruszyli Hiszpanie i Portugalczycy. To potwierdza, że w dzisiejszym zawodowym sporcie nie ma świętych krów i stuprocentowych faworytów. Szkoda tylko, że to kibice Urugwaju, Meksyku i Rosji cieszą się, że ich drużyny mentalnie stać na to, by odprawić faworytów.

Trenera Adama Nawałkę bardzo szanuję za to, że w ostatnich latach potrafił przywrócić wiarę kibiców w polski futbol, doprowadził drużynę dwukrotnie do wielkiego turnieju, Na EURO we Francji dotarł z nią do ćwierćfinału i wydźwignął ją z niebytu w rankingu FIFA do pierwszej dziesiątki. W decydującym momencie zawiódł jednak jako lider. Już nawet zagraniczne media piszą, że nie poradził sobie z szatnią i nie trafił ze składem. A przecież było o co walczyć. Polska czeka na wyjście z grupy w mistrzostwach świata od 1986 r. Adam Nawałka grał w Rosji o nowy, lukratywny kontrakt z PZPN lub z innym renomowanym, zagranicznym pracodawcą. Zawodnicy, będący filarami kadry, też mieli wiele do udowodnienia swoim potencjalnym, nowym klubom. Wszyscy mentalnie nie wytrzymali presji. Pod tym względem świat o wiele lepiej będzie wspominał piłkarzy z Senegalu, Kolumbii, Japonii, Rosji, Iranu, Maroko, czy… Peru.

Teraz, będąc może trochę stronniczy jako członek drużyny, która w 2014 r. zdobyła mistrzostwo świata, namawiam Was do kibicowania siatkarzom z nie mniejszym zacięciem jak piłkarzom. Finał Ligi Narodów i wrześniowe mistrzostwa świata przed nami. Do zobaczenia!

 

Zdjęcie: FIFA.com